poniedziałek, 14 września 2015

Przemyślenia #1 INNY PUNKT WIDZENIA <#

Hej, hej kochani.

To może trochę zejdźmy z tematu bajkowych historii z książek o szczęśliwym zakończeniu,  a przejdźmy do prawdziwego okrutnego świata...ale czy ten świat naprawdę jest taki okrutny jak nam się wydaje? NIE. Otóż to wszystko zależy od naszego PUNKTU WIDZENIA.
Jest nam smutno, mamy wrażenie, że wszystko się wali. Ale to tylko jedna strona monety, a jest jeszcze druga... lepsza.



Mieliście kiedyś taką sytuacje?

 *Dostaliśmy jedynkę z historii - słabo,  rodzice będą wściekli,  wszyscy w klasie będą się ze mnie śmiać, czy jestem aż taka głupia (?) // tak myślimy // a może być tak - dostałam jedynkę,  najwyraźniej za mało się uczyłam, pokażę wszystkim w klasie na następnym teście, że jestem od nich mądrzejsza, pokażę na co mnie stać a to jest tylko jednorazowa wpadka.

Albo inna sytuacja.

* -Ale jesteś brzydka. Weź wyjdź. Śmierdzisz. Nie poradzisz sobie w życiu. Pieprz się. Najgorsza osoba jaką kiedykolwiek widziałam. Jesteś tłusta. (i inne gorsze)





Ile razy to słyszeliście? 
Ja po takim czymś bym się załamała. Ludzie dziwią się, że ludzie wpadają w depresje (ale to o tym kiedy indziej) a to przez nich tak się dzieje. 

Gdyby ludzie byli milsi a nie krytykowali bezpodstawnie osób byłoby o wiele mniej smutnych ludzi. Wystarczy powiedzieć czy napisać konstruktywną krytykę, a nie hejtowac.



Tak więc... ZASTANÓWCIE SIĘ NASTĘPNYM RAZEM zanim powiecie coś niemiłego, bo za pierwszym razem nic się nie stanie, ale jeśli słyszy to ktoś po raz setny to można się serio załamać.

BĄDŹCIE MILSI. A jeśli ktoś inny by wam tak mówił BYŁOBY WAM MIŁO?



papa :* Zastanówcie się nad tym następnym razem! <3

środa, 9 września 2015

"Zmiana" Rozdział 2

Hej, hej. 

Co tam u Was ludzie? Jak w szkole? U mnie już pierwsze testy i kartkówki. Mam dosyć nauki. Prawie codziennie korki i do tego zajęcia taneczne... trudno mi znaleźć wolny czas na napisanie posta, więc mam nadzieje, że wybaczycie moja nieobecność. :( <3

Miłego czytania! <3


Od rana siedziałam jak na szpilkach. Dzisiaj przyjeżdżają rodzice,  zamierzają zostać na dłużej, a może na stałe? Akurat teraz zachciało im się grać idealnych rodziców?  Wtedy gdy wszytko zaczęło się układać razem z babcią i szkołą. Czasami gdy byli, odwozili mnie do domu swoim sportowym samochodem…, lub jakimkolwiek innym, którym przyjechali.
- Córciu, spokojnie. Zachowuj się naturalnie.  - Babcia wcale mnie nie uspokoiła.        Dzwonek do drzwi zadzwonił. Długi dźwięk został mi w uszach.
Wielkie, drewniane drzwi otworzyły się. 
- Good morning mama! - krzyknęła matka.
- Dzień dobry matko. - Zza pleców kobiety wyszedł ojciec.
Ukłonił się nisko.
- Witajcie moje drogie dzieciaczki. Jak tam podróż?  Zmęczeni?  Chcecie coś zjeść? Wypić? - Babcia nawijała strasznie szybko,  chciała zatuszować to jak bardzo się denerwowała. Nie udawało się jej.           
Wszystkie pary oczy zostały skierowane na mnie.
- My sweet! Co u ciebie? - Matka zaczęła iść w moją stronę. Rozłożyła ręce tak jakby chciała mnie uściskać.      
Denerwowało mnie to, że wrócili tak jakby nic się nie stało.  Jakby jeden raz w życiu byli na wyjeździe i wrócili po kilku dniach. Ale nie, oni wrócili po kilku latach. Frustracja rosła. 
- Przepraszam?  Znamy się? - Wściekła, odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Byłam bardzo zadowolona z tego zagrania. Niech sobie nie myśli, że uściskam ja na powitanie. Może i zachowywałam się jak siedmioletnie dziecko, ale nie daruję im tego, że tak mnie (i babcię) traktują.           
Usłyszałam kroki na korytarzu. Pierwszy raz od kilku lat modliłam się by nie weszli do mojego pokoju. W drzwiach pojawiła się babcia…
- Kochanie… - zaczęła mówić babcia.
- Nie…, nie będę się zachowywać grzecznie, jak ich ukochana dziewczynka.
- Nie będę cię o to prosić, bo rozumiem twoje uczucia, ale ich tez staram zrozumieć… - Przerwała na chwilę i usiadła na krześle z westchnieniem. – Bądź dla nich łagodniejsza i zachowuj się troszkę lepiej. Bo to co przed chwilą odstawiłaś na dole było godne sześciolatka.         
 Gdy babcia wyszła, napisałam do Alex „Pani "Mów mi mama" wróciła. Idziemy gdzieś?”.   
Chwile zastanawiałam się nad wysłaniem. Kilka razy zmieniałam pierwsze słowa, na "Matka", "Jędza". Ale ostatecznie wyszło "Mów mi mama".   
Wysłane.      
Nawet nie zauważyłam gdy wcisnęłam przycisk.       
Po kilku minutach wpatrywania się w telefon, miałam dość.         
Wstałam i podeszłam do biurka.            
Wtedy odezwał się mój Samsung. Rzuciłam książkę, którą akurat trzymałam w ręce i podbiegłam do łóżka. Przeczytałam wiadomość na głos "Jasne. Chodźmy na Oaze. Jest strasznie gorąco. Bec też przyjdzie, akurat wybieramy kostiumy. ;-)"     
Wpisałam dwie literki na telefonie, które utworzyły  "OK." i zaczęłam grzebać w szafie szukając stroju. Telefon wybrzęczał dwie wiadomości. 
Pierwsza wiadomość była od Alex „Kochamy Cię! xoxo
”. Cała moja złość na rodzinę uleciała w sekundę.      
Druga wiadomość była od nieznanego numeru „Odczep się od Matta! Ash”, całe moje ciało oblał zimny dreszcz. Bałam się pójść w poniedziałek do szkoły. Może zostanę w domu... do końca życia?            
Wyszłam z pokoju, cichaczem prześlizgnęłam się obok pokoju rodziców,  mój był na samym końcu korytarza. 
- Czemu się tak zachowuje?  - Usłyszałam oburzony szept ojca. Postanowiłam trochę posłuchać. 
- Musimy jej powiedzieć. - Mama mówiła zapłakanym tonem. - Musi wiedzieć,  zresztą mama też.  I'm tired Jack.    
Już nawet nie używali polskich imion. 
- I know, ale musimy ją trochę udobruchać.   
Jak udobruchać? Co oni chcą mi powiedzieć? 
- Nie byliśmy przy niej. Nie widzieliśmy jak zaczyna czytać,  nie widzieliśmy jej pierwszego chłopaka, nie pomogliśmy jej ze złamanym sercem, nie byłam z nią na żadnych babskich zakupach, nie rozmawiałeś z nią o chłopakach. Nie byliśmy z nią kiedy dostała swoją pierwszą jedynkę i szóstkę. Opuściliśmy ją, bo...
- My sweet, spokojnie. Jestem z tobą. Wyjaśnimy wszytko Lence, jest mądrą dziewczynką. Zrozumie. - Tata pocieszał mamę,  nigdy ich takich nie widziałam. 
- A jeśli nie?  A jeśli nam nie wybaczy tego co zrobiliśmy? - A co oni zrobili?  Wiem. Zostawili dziecko... samo.
- Zrobiliśmy to dla niej, żeby miała bezproblemowe dzieciństwo.
- Ale czy to jest dobre to co zrobiliśmy? - Nie. Powiedziałam sobie w duchu.
- Musimy w to wierzyć. Musimy zaufać sobie, zaufać naszym wyborom i zaufać Lence.        I Adelii…
O czym oni rozmawiali?   
Kim była Adela?      
W tym samym momencie dostałam wiadomość „Będziemy za 5 minut, czekaj na nas.” Uznałam, że to koniec z podsłuchiwaniem.
- On tu przyjedzie. Znajdzie nas i ją. Wie, że Adela to nie Lena. - Matka zmieniła temat, albo kontynuowała ten.
- My będziemy przygotowani. Nie pozwolę mu zabrać Leny… - odparł tata chłodno.             
To były ostatnie słowa jakie usłyszałam…
Przeszłam, przez schody i poszłam do pokoju babci. Powiedziałam, że jadę nad jezioro z dziewczynami.  Zgodziła się.  Na wszytko się zgadzała, chyba że serio było to niebezpieczne.         
Byłam już przy drzwiach, gdy odezwał się chłodny głos mamy.
- A ty dokąd moja panno? - zapytała się mama, która nagle stała koło mnie. - Zapytałaś się czy możesz wyjść? 
Po jej płaczu i podkrążonymi oczami nie było śladu. Wróciła stara Królowa Śniegu.
- Tak.
- Kogo? - Zaczekała chwilę. - Jack?       
Tata pokręcił głową. 
- Babci. - Teraz czas na kolejny cios. - O ile wiem, to ona jest moją prawną opiekunką, bo wy mnie porzuciliście.           
Odwróciłam się i wyszłam.  Zza drzwi usłyszałam jeszcze ciche jęki mamy i taty.
- John... wytrzymam. 
- Nie... wróci.  … nie wie, że… wróciliśmy.      
Momentalnie robi mi się smutno. Cała się trzęsę, mam ochotę zawrócić i przeprosić rodziców.            
Ujrzałam podjeżdżający samochód. Był to Mustang. Rodzice dali go Bec na ostatnie urodziny. 
- Lena! Jedziemy! - Obie zawołały w tym samym momencie.
- Co? A tak.  

Podbiegłam do nich.Usiadłam z tyłu, otworzyłam okno. Jechałyśmy do Oazy. Było to jezioro, na które mają tylko wstęp bogacze. Byłyśmy z Beccą, więc mogłyśmy spokojnie wejść. Jej rodzina jest porządnie nadziana. Jej tata jest burmistrzem miasta… ma dostęp do wszystkiego.




Papa kochani!! <3

czwartek, 3 września 2015

"Zmiana" Rozdział 1

Dobry! :*

Podjęłam decyzję, że rozdziały będą pojawiać się co tydzień. "Zmiana" i "Dangerous Dancer" na zmianę. Jestem teraz w trzeciej klasie gimnazjum i nie wiem czy posty będą pojawiać się regularnie, bo trzeba się uczyć do testów.


Nazywam się Lena, mam siedemnaście lat. Chodzę do drugiej liceum. Mam prawie osiemnaście lat, a tak naprawdę to kończę za miesiąc. Tak jak zakończenie roku. A aktualnie siedzę na trybunach i piszę pamiętnik. Wyglądam... przeciętnie. Bujne blond włosy sięgające do ramion, brązowo-zielone oczy, wzrost... no cóż mogłabym być wyższa. Mam sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Charakteru też mi ludzie nie zazdroszczą. Miła, pomocna, nieśmiała, spokojna, opanowana. Staram się nie okazywać emocji. Nic specjalnego.
Podsumowując jedna z wielu w szkole. Nie wyróżniam się niczym. Chcę spokojnie ukończyć liceum i uciec z tego małego miasteczka. Springwill, kompletne zadupie, nic tu nie ma.
Jak to w każdej szkole muszą być nasze urocze "Gwiazdy" (tak je nazywamy) w ich skład wchodzą Ash i jej dwie małe słuszki Clo i Jena. Ash, ruda jędzą z zielonymi oczami smoka.  Jak wejdziesz jej w drogę to cię zdepcze i zgniecie, aż trafisz do grupy szkolnych wyrzutków. Clo i Jena dwie drobne, potakujące pieski kieszonkowe. Bez obrazy dla psów. Zgadzają się na wszytko co zrobi Ash, ale to nie znaczy, że te dwa małe pieski nie potrafią być ostre i zadziorne. Clo jest idealnym szpiegiem, zawsze wszytko wie. Jest wszędzie. Jej mała postawa jest do tego idealna. Blond włosy idealnie ją maskują a brązowe, wpadające w czerwień dodają tajemniczości. Od roku zastanawiam się czy to są soczewki czy nie. Jena obmyśla plany jak się na danej osobie zemścić lub ją upokorzyć... tak dla zabawy. Ta ma brązowe krótkie włosy sięgające do ramion. A jej lodowato niebieskie oczy są straszne. Wniosek taki, że trzeba być „wyjątkowym” by należeć do tej grupy. Gwiazdy są w szkolnej grupie czirliderek. To jakaś błazenada, ale przez to uważają się za królowe szkoły.  Ash oczywiście jest liderką. Jej chłopak, kapitan szkolnej drużyny w kosza, Matt.  Nie kochają się,  ale i tak wmawiają wszystkim, że jest inaczej, bo... tak musi być.  Zrywają, ze sobą pięć razy w tygodniu,  a później i tak do siebie wracają. Masakra... Czasami można dostrzec kaprys na jego twarzy, a czasami zniecierpliwienie, ale i tak najśmieszniej jest gdy wywraca oczami.
- Ej znowu się na niego gapisz?        
A no tak moja gadatliwa przyjaciółka, Alex. Jest o centymetr ode mnie wyższa, od dziecka tak było. Brązowe włosy do bioder,  piwne oczka, chuda. Wygląda jak porcelanowa lalka. Piękna. Zawsze jej zazdrościłam idealnej figury modelki i głosu.  Pięknie śpiewa. Kiedyś zajmowała miejsce Clo, ale gdy okazało się, że jest lesbijką to Ash ją upokorzyła przy całej szkole. Udawała w Alex zakochaną, a Jena to nagrywała po cichu z szafki. Oczywiście Alex od początku podkochiwała się w Ash. Powiedziała mi to Becca, jej obecna dziewczyna. Wracając. Ash o tym wiedziała i to wykorzystała. Cała szkoła śmiała się z Al, ale ją obroniłam. To był pierwszy raz gdy się wychyliłam z tłumy. Pierwszy i ostatni. Od tamtej pory wszystkie we trzy trzymamy się razem, a z Alex jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
- Nie. - odpowiadam i wtykam nos w zeszyt.        
Zawsze po lekcjach, gdy jest ciepło, chodzimy na trybuny boiska, żeby popatrzeć na koszykarzy…  to znaczy odrobić lekcje. Zawsze we wtorki i czwartki Alex wraca pierwsza, ja pół godziny po niej. Ma lekcje śpiewu. A ja zostaję z Bec i piszę pamiętnik,  gdyby Gwiazdy się o nim dowiedziały to by pewnie go udostępniły, opublikowały. A przede wszystkim skierowały całą uwagę na mnie. Ale na szczęście zawsze o tej porze mają treningi. Tylko wtedy Clo nie węszy.
- Muszę już lecieć. - Alex wstała, wzięła swoje rzeczy i poszła na dodatkowe lekcje.      
Mieszkam z babcią,  rodzice się mną nie interesują od szóstego roku życia. Zawsze tak było dlatego podrzucili mnie babci. Podróżują po świecie, w sprawach biznesowych. Czasami przyjeżdżają na święta takie jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Nigdy nie przyjechali w moje czy babci urodziny. Chociaż nie, kiedyś przyjechali.  Dali mi wisiorek, który na ich oczach zepsułam i wyrzuciłam do kosza. Nie chciałam nic od nich przyjmować. To tylko zbędny ciężar,  którym nie chcę być obciążona. Pamiętam, że gdy to zrobiłam, matka się rozpłakała, a ona nigdy nie płacze,  jest na to zbyt dumna, tak samo ojciec. Zawsze spokojni i opanowani, rzadko puszczają im emocje.  Poszła z nim do pokoju i zaczęła się pakować a następnego dnia rano wyjechali znowu... zostawiając mnie samą. Babcia od momentu zniszczenia wisiorka płakała równie mocno co mama. Zawsze była bardzo wrażliwa. Pozbierała z podłogi rozwalony wisiorek i włożyła do swojej szkatułki. Próbowałam ją pocieszać,  przepraszać, ale ona płakała i płakała... przez trzy dni. Serce mi pękało jak na nią patrzyłam.     
Gdy treningi się skończyły poszłam porozmawiać z Maią, siostrą Alex, dzięki temu mogłam z bliska przyjrzeć się Mattowi. Wysoki, czarnowłosy z zielonymi jak trawa oczami. Były tak przejrzyste i piękne.  Uwielbiałam się na nie patrzeć.  Miał lekki zarost. Starszy o rok. Umięśniony. Tak, bardzo umięśniony.  Nie ukrywałam tego, pociągał mnie, tak jak każdą dziewczynę. Oprócz Alex. Tworzyły bardzo urocza parę. Wszystkie razem wszędzie wychodziliśmy, byłyśmy nierozłączne. Powiedziałam Mai, że Alex poszła na zajęcia i chciałam już wracać do domu, ale zatrzymał mnie piękny, męski głos. 
- Hej - powiedział Matt. - Lena, tak? 
Odwracam się na pięcie w jego stronę udając zaskoczoną, no dobra... nie musiałam udawać.  Po głowie chodziło mi pytanie "Skąd on zna moje imię?"
- Tak. - Mówię spokojna i opanowana.
- Mam do ciebie pytanie. - Chyba był czymś zirytowany.
- Matti! Idziemy. - woła Ash.
Tak, na pewno był zirytowany. Zirytowany Ash i jej humorkami.
- Właśnie, idziemy!  - dodały razem jej chórki.     
Matt chyba je zignorował,  to dziwne. Zazwyczaj leciał do niej i udawał idealnego chłopaka. A tymczasem stał tu... przede mną i patrzył się na mnie. Najprzystojniejszy chłopak w szkole patrzył się na MNIE! 
- Ma na imię Lena... - Usłyszałam szept Clo.        
Muszę się wyplątać z tej rozmowy, jeśli jej nie skończę stanę się numerem jeden w szkolnych ploteczkach. 
- Przepraszam, muszę iść.        
Odwróciłam się na pięcie,  machnęłam włosami i odeszłam. 
- Ej...
Ignorowałam go, musiałam. 
- Śpieszę się. -  powiedziałam i zniknęłam za budynkami.        
Po zajęciach Alex spotkałyśmy się we trzy. Szłam razem z dziewczynami do Bouble Cafe.  Chyba ze sobą flirtowały, a ja myślałam nad tym, czy Ash się na mnie uweźmie czy nie. To w końcu przeze mnie Matt jej nie posłuchał. Żałowałam, że nie wysłuchałam go, ale wolałabym skończyć szkołę nie wychylając się.  
Becca mnie szturchnęła.
Alex zapiszczała.  
A ja stanęłam jak wryta.
Matt stał przede mną. Wykąpany, w czarnym t-shircie z rękami w jeansach. Oparty o lampę. Patrzył się na buty. Wyglądał jakby się sie zdrzemnął.
- Idziemy dalej. - szepnęłam do dziewczyn. 
- Ale... - Becca zaczęła mówić. 
- Idziemy dalej. Nie widzimy go. Jasne?
- Mhm... – powiedziały obie.   
Szłam dalej,  oczywiście mój tik obronny się odezwał. Wyjmuję telefon i coś zaczynam w nim grzebać. `
Jeszcze tylko 10 metrów
8 metrów    
zaraz będzie po wszystkim       
5 metrów    
już prawie koło niego przeszłam                 
1 metr                 
jestem już za nim.
Nagle Matt chwyta mnie za rękę i pociąga do siebie.      
Upuszczam torbę, a kosmetyczka i książki wysypują się z niej.
- Przepraszam.  - mówię.         
Przepraszam?  Co? Czemu ja to mówię? To on mnie pociągnął. Spokojna kucam i próbuje nie wpaść w szał. Bec i Alex podbiegają do mnie by pomóc mi pozbierać książki.  Patrzę na nie i przekazuję im bezgłośnie, żeby poszły przodem.  Najwyraźniej zrozumiały i poszły. 
- Spotkamy sie na miejscu.      
Matt pochyla się.  Mam nadzieję, że zacznie zbierać ze mną książki,  ale się przeliczam. Podnosi mój pamiętnik i chce go otworzyć. Wstaje i go wytrącam z jego dłoni.  Ładuje jakieś dwa metry koło mnie.
- Powaliło cie! - Miarka się przebrała.         
Nienawidzę gdy ktoś dotyka mojego pamiętnika.  Nawet dziewczyny go nigdy nie ośmielają ruszyć,  wpadam wtedy w niezły szał. Piszę go odkąd mój ukochany dziadek umarł, czyli dwa lata temu. W moim pudełku jest juz ich pięć. Grubsze, cieńsze, przeróżne. Są tam najskrytsze sekrety. A najgorsze, że jest tam napisane na pierwszej stronie, pierwszy wpis jak to chcę by Matt mnie pocałował. 
- W końcu ujawniłaś jakieś emocje. Słynna cicha i opanowana Lena wybuchła.  Mogłem to nagrać.  Może spróbujemy jeszcze raz? - Sięgnął po pamiętnik,  a ja wytrąciłam go w identyczny sposób tylko dwa razy mocniej. - Uroczo.   
Chwycił mnie za kosmyk włosów i zaczął go owijać wokół swojego palca, uśmiechając się łobuzersko. Moja frustracja sięgnęła zenitu. 
- Dupek! 
- Takie słowa nieprzystojną takiej cichej i spokojnej damie.     
Prychnęłam i odeszłam. 
Z każdym krokiem uspokajam się. Złość mijała. Gdy się uspokoiłam, ta melancholia nie trwała długo. 
- Ej! - Zatrzymałam się.  - Lena!       
Odwróciłam się na pięcie, Matt najwyraźniej nie dał za wygraną. Od razu pożałowałam, że to zrobiłam. 
- Zostaw mnie. - opanowana odpowiedziałam. 
- Ale... - rzekł. Przez chwilę tak jakby się zatkał. Chyba zastanawiał się co powiedzieć. - Nie ważne.         
Zignorowałam go i odeszłam. Straciłam ochotę na herbatę, wysłałam wiadomość do Alex, że idę do domu. Nie szłam szybko, wręcz wolno. By wszystko przemyśleć.  Jestem bardzo ciekawa o co chciał mnie zapytać.

- Skarbie? Wróciłaś? - Babcia odezwała się z kuchni.     
W całym domu pachniało ciastem, pewnie babcia upiekła swój popisowy jabłecznik.     
Z kuchni usłyszałam ciche szepty, gdy zdejmowałam buty. 
- Kochanieńki... jeszcze...
- Chyba... powinienem. 
Dochodziły do mnie tylko pojedyncze słowa. 
- Tak. Zaraz przyjdę! - krzyknęłam    
Poszłam do pokoju. Zaczęłam rozpakowywać torbę. Był koniec tygodnia, więc umieściłam wszystkie książki, z których mam pracę domowe na biurku.  Zauważyłam, że nie mam pamiętnika. 
- Cholera. Musiałam o nim zapomnieć, gdy wytrąciłam go Mattowi z ręki. 
Szybko zbiegłam na dół,  na przed ostatnim schodku,  stanęłam jak wryta. 
- Babciu, zaraz...  
Matt stał na przejściu między kuchnią a holem. Co on tu robił? 
- Skoro Lenka do nas zeszła,  może skusisz się na jeszcze jeden kawałek. 
- Jeśli nasza Lenka się zgodzi.  - Spojrzał na mnie. Nasza, kto?
Patrzyłam się na niego oszołomiona. Przez chwilę nic nie mówiłam. 
- Tam są drzwi. - powiedziałam po chwili namysłu. 
- Lena! - Babcia się obruszyła.
- Przyszedłem tylko oddać jej pamiętnik. Rodzice i tak czekają na mnie z kolacją. - powiedział do mojej babci.
Zgrywał grzecznego chłopca. Podszedł do mnie i wręczył mi go.
- Wpadaj do nas częściej. - Babcia była nim najwyraźniej oczarowana. 
- Jeśli Lenka będzie chciała. 
- Mhm... - Tym razem wskazałam palcem na drzwi.      
Podszedł do babci i ucałował ją w rękę a mnie w policzek. 
- Do widzenia. - Sekundę później już go nie było. Na szczęście nie zauważył mojego rumieńca.

Wieczorem oglądając z moją babcią Dowton Abey, otworzyłam pamiętnik. Moją uwagę przyciągnął wielki napis
„Twoje sekrety są bezpieczne  695-761-261”
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos babci, mówiący. 
- Jutro przyjeżdżają twoi rodzice. Tym razem zostają na dłużej.        
Przepraszam,  co? Jeden problem już jest a tu robi się drugi.

PAPA :*

Mam nadzieję, że nowe opowiadanie się spodobało. :) <3