środa, 29 kwietnia 2015

Jasna Ciemność cz.9

Wiiiitam moich stałych czytelników i tych nowych co dołączą do naszego grona!


Chcę przeprosić was za takie krótkie opowiadania! Obiecuję, że w końcu napiszę dłuższe! <3
 
Miłego czytania! 

Od dwóch tygodni nie miałam kontaktu z Alexem. Ana przekazywała mi wiadomości od niego,  ale to nie był jego styl pisania. To nie był on. Nie mogę spać, jeść, ani trenować. Ciągle o nim myślę. Mikoshi i Minako nie moją pretensji o to, że nie pomagam im znaleźć potwora, w przeciwieństwie do Paula. Od momentu, gdy wybrałam Alexa, zmienił się. Nie jest już normalny,  ciągle krzyczy i chodzi spięty. Czasami się go boję, roznosi ciemną i złą aurę, zupełnie jak demon. Jestem ciekawa o co chodzi, ale nie mam jak się dowiedzieć.
Od kilku dni na rękach zaczęły się ukazywać duże czarne tatuaże układające się w przeróżne wzory. Boję się dowiedzieć co one oznaczają, bo nie chcę być jeszcze bardziej przybita. Jak zwykle zignorowałam fakt.
Po obiedzie stałam się już kłębkiem nerwów. Musiałam się wyżyć, dlatego poszłam potrenować. Podeszłam do mojej szafki, a gdy ją otworzyłam, w twarz dmuchnęło mi zatęchłe powietrze.  Wzięłam wszystkie bluzy i dresy i poszłam z nimi do pralni. Gdy wróciłam,  wzięłam z szafki wodę i poszłam na salę. Na początku się porozciągałam, wszystko mnie bolało. Kilka skłonów do nóg, skrętów tułowia i głowy, pobiegałam trochę i polatałam.  Po rozgrzewce wszedł trener z "młodziakami". Anioły nazywały tak kadetów, którzy nie mieli jeszcze treningów z Alexem. Na początku mojego pobytu tutaj Ana ubłagała Filomenę, abym nie miała z nim treningów. Wtedy nawet się ucieszyłam, ale z drugiej strony od Alexa mogłabym nauczyć się więcej, jak walczyć,  jak się bronić, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Z zamyślenia wyrwał mnie głos trenera.
- Ej, ćwiczysz tu? - powiedział z obrzydzeniem. Był w moim wieku,  może straszny o rok lub dwa, ale wyglądał na dużo starszego. Miał długie czarne włosy do ramion. Często wiązał je w koka. Wyglądał wtedy naprawdę uroczo.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Świetnie,  pomożesz przy szkoleniu "młodziaków"- odparł. Mówił o nich zupełnie jak o małych dzieciach.  - Co nie?
- Nie.
- Pokażemy wam jak będą wyglądały próbne walki. - powiedział Dawid.
- Nie chcę. - powtórzyłam zdenerwowana.
- Jeśli mi pomożesz, ja ci pomogę dostać się do Alexa. - szepnął mi do ucha i odgarnął kosmyk włosów, który wypadł mi zza ucha. Poczułam motylki w brzuchu,  które po chwili przerodziły się w odruchy wymiotne.
- Naprawdę?  - zachwyciłam się,  lecz zaraz się opanowałam. - Dziękuję.
Wznieśliśmy się w powietrze,  poczułam wolność i szczęście, tak, jakby ktoś zdjął ze mnie ogromny ciężar. Pokazywaliśmy im uniki, oraz jak udoskonalić swoje uderzenia. Później tłumaczyliśmy im jak być szybszym i jak przewidzieć uderzenia przeciwnika. Po trzech godzinach byłam potwornie zmęczona. Poszłam wziąć prysznic i przebrać się.  Umówiłam się z Davidem, że po kolacji zaprowadzi mnie do Alexa.
Została jeszcze godzina do spotkania z Alexem. 59 minut..... 58 minut..... 57 minut 56 minut..... Nogi mnie już świerzbiły. 55 minut.... 54 minuty......
Zeszłam w końcu na kolacje. David usiadł przy naszym stole. Oczywiście wyglądał idealnie. Usiadłam obok niego. Ana siedziała po drugiej stronie, trzymając go za rękę. Chyba ominął mnie fakt, że ze sobą chodzą. David szturchnął mnie nogą i puścił oczko. Nie mogłam nic przełknąć, a była dziś moja ulubiona jajeczniczka.
- Hej, spokojnie. Zjedz coś. - powiedział David - Musisz coś zjeść. Nie możesz zepsuć całej akcji burczeniem brzucha. Uspokój się, dobrze? - szepnął mi do ucha.
- Clary? - zapytała się Ana. - Chcesz obejrzeć dziś jakiś film?
Przyszedł do mnie sms. "Zachowuj się normalnie". Był od Davida.
- Nie, muszę jeszcze trochę potrenować.  - Na początku głos mi zadrżał, ale później się opanowałam. To była całkiem niezła wymówka,  gdyż Ana nie lubiła trenować „po godzinach".
- No dobra. A ty? - skierowała się do Davida.
- Lecę dziś na zwiady. - Chyba często kłamał. Przychodziło mu to bardzo naturalnie.
- Znowu? To chyba już trzeci raz w tym tygodniu!
- Masz jakieś wieści od Alexa? - Zmieniłam temat. Jeśli miałam się zachowywać normalnie to oczywiście musiałam zadać to rutynowe pytanie przy kolacji.
- Przepraszam, ale nie. Nic nie dostałam od tygodnia. Wiem tylko, że siedzi zamknięty w pokoju. - powiedziała
- Oh, no dobra. - Zrobiło mi się przykro.
Odeszłam od stołu udając smutek.
Poszłam do pokoju, ubrałam czarne dresy i bluzkę. Wyleciałam jak burza z pokoju, spiesząc się na spotkanie z Davidem. Zobaczyłam go.
10 kroków.... 9 kroków..... 8 kroków.... 7 kroków...  Przy każdym kolejnym kroku czułam narastające szczęście i niepewność. 6 kroków...  5 kroków.... 4 kroki....  3 kroki.... 2 kroki.... i jestem.
- Jesteś gotowa?
- Tak. - odpowiedziałam a głos mi drżał z niepewności. - Dziękuję. - przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk. Czuł, że w tej chwili potrzebowałam ciepła.
- Ja też chcę wiedzieć co się z nim stało.  - powiedział, wtulając twarz w moje włosy. - Idziemy?
- Mhm... - I wzlecieliśmy w powietrze.
[Koniec]



Mam nadzieję, że podoba. Znowu jakoś tak wyszło, że jest krótko,  ale BRAK CZASU. Przepraszam,  znowu będzie musiała was zżerać ciekawość *szatański śmiech* 

Chce podziękować Ali, która poprawia mi błędy  (od dzisiaj ). Dzieeeeekuję! <3
Dzięki niej moje pracę są wolne od błędów!  :* :* :*
Chcę wam podziękować za tyle obserwacji i tyle miłych komentarzy! 
 
Pozdrawiam i dzięki, że czytacie!  ♡♡♡




niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 2 "Dangerous Dancer"

Witajcie drodzy ziemianie... i czytelnicy!

Koniec weekendu się zbliża a z nim nowy rozdzialik. Mam nadzieję, że wam się spodoba.  Od razu mówię, że nie za bardzo mam dokładny opis całego opowiadanie. Wolę wymyślać na bieżąco. Jest zabawniej i mam nadzieję, że lepiej.

Miłego czytania!

Przez następne godziny uczyłam Simona co i gdzie jest w kawiarni, jak odtrącać zaloty dziewczyn, jak się robi kawę/herbatę. Bardzo szybko się uczył. Zaimponowało mi to.
- Ja muszę lecieć. - powiedziałam do szefa.
- Dobra. Pieniądze masz tu. Dzięki za pomoc.
- Super. Dzięki.  - powiedziałam i już zmierzałam do wyjść,  lecz Simon się odezwał.
- Ja też muszę wyjść.
- Jedno z was musi tu zostać i mi pomóc. Wolałbym, żebyś została Kare. On jest nowy, nie poradzi sobie. - rzekł szef
- On ma racje. - powiedział, a szef skarcił go wzrokiem. - Szef ma racje.
- Nie ma takiej opcji. - powiedziałam. - Akurat dzisiaj nie mogę.
- Ja idę.  Do zobaczenia szefie, Kare. - rzekł Simon.
- Nie ma takiej opcji.
  Zamierzałam wybiec, lecz szef krzyknął.
- Jeśli wybiegniesz, możesz tu nie wracać! - krzyknął, na szczęście klientów nie było.
- Ok. - i tak nie mam nic do stracenia. Najwyżej znajdę sobie pracę, w którymś spożywczaku. Na pewno będę zarabiała więcej niż tu. - Nienawidzę tego miejsca! Zaczęłam rozwalać stoły i bić porcelanę. Z jakiegoś powodu ogarnęła mnie dzika funkcja.
  Wybiegłam z tego miejsca kierując się na Nocne Granie. Biegłam przez 20 minut. Gdy dobiegłam Okazało się, że impreza będzie trwała przez 4 godziny. Jeden z artystów się spóźnił.
- Cam, Mac! Jestem.
- Nareszcie jesteś.  - przytulili mnie.
- Wchodzimy?
- Tak. - odpowiedziała Alex, która stała obok.
  To podobno ona jest złym towarzystwem.
- Siema.
- Siema. - odpowiedziałam i pocałowałyśmy się w policzek na przywitanie. 
  Jak zwykle Alex była ubrana wyzywająco, nie miała na celu wyłapywania każdego chłopaka w sali, gdyż miała chłopaka - Cama. Co innego jej siostra Aniela. Jej imię w ogóle do niej nie pasuje, Ani wybiera w chłopakach jak w skarpetkach. Co miesiąc ma nowego, czasami to nawet krócej. Macowi od dawna się podoba,  ale ona traktuje go jak brata.
  Praktycznie nasza grupka zawsze jest razem. Jesteśmy rodziną. Taką małą złą rodzinką.
- Macie dla mnie jakieś ciuchy? - zapytałam się dziewczyn.
  Popatrzyły  na siebie znacząco.
- O tak. - i zaczęły się diabelsko śmiać.  
  Po 20 minutach byłam ubrana w czarną sukienkę i glany. Nie lubiłam ciężkich butów , ale to one znały się na modzie, wiec im ufałam. Sukienka sięgała trochę przed kolana - idealna długość - była na ramiączka. Włosy spięły w niezdarny kok, parę kosmyków opadało na ramiona i szyję.  Makijaż miałam dość lekki jak na nie, miałam lekkie kreski, mocno pomalowane rzęsy, które unosiły się ku górze. 
  Gdy weszliśmy wszyscy do środka impreza już trwała. Wszyscy tańczyli, pili i śmiali się. Normalka na nocnym graniu. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i rozpuścił mi włosy.
- O wiele lepiej ci w rozpuszczonych. - powiedział nieznajoma. A może znajomy, głos miał podobny do Simona. To nie mógł być on. Rozmyślanie przerwał mi pewnie głos ze sceny.
- Przed państwem nowy zespół "Dangerous Dancer". - wszyscy zaczęli głośno krzyczeć i klaskać, lecz gdy na scenę wyszedł wokalista wszyscy w mojej głowie ucichli, a czas się zatrzymał dla nas gdy spojrzeliśmy sobie w oczy. Simon. To był on. Dlaczego musiałam go tu spotkać? Nagle zdjął z ręki moją gumkę do włosów i założył ją na mikrofon.
- Ta piosenka jest dla osoby,  której wcześniej zabrałem gumkę do włosów!  - krzyknął. 
  Nie  które  dziewczyny zaczęły piszczeć ze szczęścia, a inne się naburmuszyły. Ogarnęła mnie ulga, czyli to nie muszę być ja. Skapnęłam się,  że Aniela coś mówi.
- To nie fair. Czemu mi  nie zabrał? 
- Miałaś rozpuszczone włosy. - powiedział Mac
- Mi zabrał.  - powiedziałam cicho
- Co? - zapytała Alex. - Nie miałaś czasem koka?
- Miałam... miałam koka. - mówiłam zahipnotyzowana. Nagle się otrząsnęłam - Szybko!  Zróbcie mi koka!
- Gumki do włosów zostały w aucie.- powiedziała Alex
- Szlag. - burknęłam
- A o to ta dziewczyna! - powiedział Simon i wskazał na mnie. 
  Nagle 2 reflektory skierowały się na mnie. W tym momencie poczułam do niego obrzydzenie. Nie wierzę,  że zrobił coś takiego. Nienawidzę być w centrum uwagi od śmierci taty, wolę działać jak jakiś Asasyn. 
-Poznaliśmy się dzisiaj w.... - skarciłam go wzrokiem - ....  na parkingu - poprawił się.  - Ma na imię Kare!
  Nagle wszyscy zaczęli krzyczeć moje imię i zrobili mi przejście do sceny. Stałam jak przyczepiona do ziemii. Alex mnie popchnęła. Szłam z wystraszona miną,  która próbowałam schować za sztucznym uśmiechem. Robiłam kroki, wbrew mojej woli. Nagle stałam na scenie. Simon mnie przytulił i powiedział mi do ucha.
- To przeznaczenie kotek. - odetchnęłam go od sobie lekko.
  Chwycił mnie za rękę i posadził na zepsutym głośniku gdzie zaczęłam słuchać ich piosenek.
Głos Simona był taki głęboki,  że mogłabym się w nim zatopić gdybym tylko chciała. I chciałam słuchać go na zawsze. 





Pozdrawiam!  


piątek, 24 kwietnia 2015

Green Space rozdział 7


Witam!

Kolejny rozdział Green Space. Mam nadzieję, że ten również się wam spodoba. :)

Miłego czytania!


Razem z Willem przez długi czas szliśmy w milczeniu. Przy nim nie czułam jakby czas płynął. Tak jakby specjalnie dla bas się zatrzymał. Od czasu do czasu patrzył się na mnie, a ja momentalnie spoglądam w ziemie. Czułam, że chce coś powiedzieć, ale się nie odważył.  Odważyłam się podnieść wzrok z ziemi i obejrzałam się na niego, ale go nie było. Poczułam lęk, pustkę,  samotność,  tęsknotę za Willem. Zaczęłam się kręcić w miejscu jak wariatka. Postanowiłam usiąść na ławce obok i..... poczekać (?).
Nie wiem ile tam siedziałam, ale dość długo,  rozmyślając nad tym czy czasem czegoś nie zrobiłam.
- Hej, kotek? - podszedł do mnie ktoś od tyłu i powedział jedwabisty głos do mojego ucha. Poczułam prąd przeszywający całe moje ciało, nie było to uczucie przerażenia, lecz rozkoszy. Odwróciłam się do niego i zatopiłam całą siebie w jego zielonych jak galaktyka oczach. Tak jak przy naszym pierwszym  spotkaniu poczułam spokój,  bezpieczeństwo, szczęście oraz... niepokój. Zignorowałam gule w gardle. Patrzyliśmy sobie w oczy i nie mogliśmy przrestać. Jego twarz się zbliżyła.  W tym momencie pragnęłam tylko dwóch rzeczy : by mnie pocałował i bym mogła przy nim zostać na zawsze. Jego twarz coraz bardziej się zbliżała. A jego dłoń powędrowała na mój policzek, który był czerwony jak pomidor. Zamknęłam oczy z powodu podekscytowania i czekałam na ..... nic. Nie poczułam nic. Otworzyłam oczy,  Will odsunął się ode mnie z przerażoną miną i z zrezygnowaniem.
- Przepraszam,  zapomniałem się.  - powiedział i odszedł. Przypomniałam sobie swoje słowa "Nie dotykaj mnie!".
- Nie... - chciałam go zatrzymać, ale głos mi się załamał z powodu płaczu. Zebrałam całą moją moc i wystrzeliłam do Akademii. Chwilę później byłam już w pokoju, cała rozmazane. Trząchały mną dreszcze rozpaczy i płaczu.
Przez 3 kolejne dni nie wychodziłam z pokoju. Poni i Clary przynosiły mi lekcje  (których i tak nie miałam zamiaru robić ) i jedzenie  (którego nie jadłam). Czułam się odrzucona i zdradzona przez siebie samą.
Czwarty dzień siedzenia w pokoju  się rozpoczął.  Siedziałam patrząc w ścianę i myśląc o niczym. Co pięć minut sprawdzałam godzinę. O 11:05 ktoś zapukał do drzwi,  jak zwykle nieodpowiedziałam, nie miałam siły. Albo wejdzie, albo pójdzie sobie. Lecz on wybrał trzecią opcję pukał nadal. Sprawdziłam godzinę.... pukał już 10 minut. Zaczęło mnie to wkurzać, zdziwiłam się również,  gdyż od 3 dni nie mam żadnych emocji. W końcu wydusiłam z siebie.
- W-e-jdź. - drzwi się otworzyły, a w nich stanął koszmar mojego życia. - Will.
- Cześć. Chciałem z tobą porozmawiać.  - zrobił krok na przód
- Nie zbliżaj się do mnie!  Gdy ci zakazałam, nie... nie było to na serio. A ty najwyraźniej uważasz, że jestem aż tak obrzydliwa,  że nie złamiesz zakazu.
- Chciałem uszanować to co do mnie powiedziałaś!
- Nie. Proszę odejdź i nie zbliżaj się do mnie. To... to co wydarzyło się w parku było pomyłka i chwilą słabości.
- Nie myślisz tak. - mówił zmęczonym głosem.
- Wszytko było pomyłką. - starałam się wysilić na obojętny ton głosu,  ale nie udało mi się bo Will zbliżył się do mnie. Wziął moja twarz s swoje ręce.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że mówisz prawdę.
Zrobiłam jak mi kazał, od razu rozpynęłam się pod wpływem jego zielonych oczu.
- Ja - ja ciebie....
- Nev! - zawołał głos zza Willa. Był to  Nicolas. Młodszy brat Madelaine, był w moim wieku i był mega przystojny. Zobaczyłam, że Will zbladł. Ciekawe dlaczego....? - Co się dzieje?  Przeszkadzam?
-Nic! Nie. - wyrwałam się z objęć Willa z trudem. I przytuliłam Nico. Tak naprawdę chciałam zignorować go, ale nie wypadało.  Nadal czułam ciepło dłoni Willa i intensywność jego spojrzenia na mnie. - Dawno się nie widzieliśmy!
- Facet, ty to masz wyczucie. - burknął Will. Skarciłam go wzrokiem.
Nagle zza Nicolasa wyszła Ami.
- A ta tu czego? - tym razem to ja burknęłam. Razem z Willem mieliśmy zepsute humory, ja przez Ami , a on przez Nicolasa (?). Nie. A jeśli?
Zobaczyłam, że Ami zaczęła dokładnie od stóp do głów patrzeć Nicolasa.  Patrzyła się na niego jak na ofiarę, przyprawiało mnie to o dreszcze. Gdy spojrzałam na Nicolasa, on patrzył na nią tak samo. Skamieniało mnie jeszcze bardziej.
- Nev, możemy pogadać?  - powiedział mi do ucha Will, zmroziło mnie.
- Mhhm. - mruknęłam. Chwycił mnie za rękę i wyprowadził z pokoju. Zamykając za sobą drzwi i zostawiając na korytarzu  dwa głodne wilki samym sobie.
Szliśmy w milczeniu,  skądś znałam to uczucie niepewności. Tym razem jednak nie szliśmy za rękę,  czuć było od niego chłód,  który czułam na samyn początku naszej znajomości,  tak jakby się mnie brzydził. Widziałam, że jego mięśnie się napinają od stresu. Gdyby chciał coś powiedzieć,  gdyby chciał mnie dotknąć,  ale bał się, że kiedy to zrobię zniknę i nie wrócę.
- To... - odezwałam się nie planując tego - ... o czym chciałeś....? - przerwał mi
- To trudne. - zatkało mnie
- Ale co?
- Nie udawaj głupiej. - spojrzał mi w końcu w oczy, a raczej nad nie.
- Nie udaję. - odpowiedziałam przestraszona, gdyż zobaczyłam ogień w jego oczach.
- Nie mogę ciebie dotknąć, a tego pragnę.  Do tego ten Nicolas. Kiedy zobaczyłem jak go przytulasz zapłonęło we mnie. Chciałem go zabić,  za to czego ja nie mam, czego nie mogę mieć! Nie rozumiesz? Kocham cię!  Od lat, których co prawda nie pamiętasz,  ale musisz mi uwierzyć.  Na początku,  gdy zobaczyłem cię w tej piżamie, nie mogłem uwierzyć,  że to naprawdę ty. Szukałem cię od 3 lat i gdy  już nie miałem nadziei wpadłaś na mnie w tej piżamie.  Dowiedziałem się później, że jestem zaręczony z Ami i próbowałem się od ciebie oddalić. Byś a nóż sobie przypomniała i byś cierpiała. Chciałem ci tego zaoszczędzić,  ale nie wytrzymałem. Nie umiem udawać, że ciebie nie kocham!
- Najlepiej będzie, jeśli nie będziemy razem. Jesteś zaręczony....
- Nie muszę być!
- Nie...
- Co nie? - zatrząsł mną. - Kochasz mnie? Tylko tyle mi wystarczy.
- Tak. - popłakałam się. Przytulił mnie, tak jakbym miała zniknąć.

Będę na zawsze przy nim, tak mi się wydaje.



Mam nadzieję, że dzisiejsze opowiadanie wam się podobało.  Czy tylko ja mam wrażenie, że takie depresyjne?
Ale i tak mam nadzieję, że będziecie czytać następne rozdziały :)
                           
Pozdrowiam. Miłego i szaaalonego weekendu!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Recenzja "Dotyk Julii" Tahereh Mafi

WITAJCIE!!!

Tak zwana opowieść z błędami.
Od razu pp pierwszej stronie przypadła mi do gustu.  Kocham tą książkę! Jest świetnie napisana!  
Aktualnie czytam drugą cześć i na niej utknęłam. :(

Moja pierwsza reakcja? Woooow








TYTUŁ : "Dotyk Julii"

AUTOR: Tahereh Mafi
WYDAWNICTWO: moondrive (chyba moje ulubione wydawnictwo)
TOM: 1
ILOŚĆ TOMÓW: 3 + dodatek
LICZBA STRON: 330

GATUNEK: literatura młodzieżowa/romans

Mój dotyk zabija. Mój dotyk to moja siła! 




[opis książki]

„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Bestsellerowa powieść, która podbiła serca czytelniczek na cały świecie.

[recenzja]
Opowiada o Julii (mojej imienniczce), której dotyk zabija. Gdy zabija małego chłopca, ponieważ chce mu pomóc wstać, zabija go! Jej rodzice się od niej odwracają i wysyłają do więzienia ośrodka dla takich jak ona. Żyje osamotniona, nie ma kontaktu z innymi. Pewnego dnia przychodzi do niej Adam (szkoda, że nie Romeo xD)
Wszystko się zmienia. 
Przeczytaj i sam sprawdź!
Uważam, że to nie jest prosta romantyczna opowieść o nastolatkach. Można z niej "wyciągnąć" wiele ważnych stwierdzeń. Bardzo życiowa książka, którą BARDZO polecam.
Podoba mi się się pomysł autorki o skreślaniem słów. 

"Uzależniająca, pełna napięcia i niezwykle zmysłowa. 
Chciałabym tak pisać. 

Po prostu nie możesz się oderwać od lektury."
~ Lauren Kate, autorka Upadłych

[cytaty]
"Śmiech jest oznaką życia.- Wzruszam ramionami, starając się, żeby to brzmiało obojętnie.- Do tej pory tak naprawdę nie żyłam.”

"- Za to ty twierdzisz, że tak dobrze mnie znasz.
Zaciskam zęby, nie ufając sobie na tyle, żeby się odezwać.
- Przynajmniej jestem szczery - dodaje.
- Dopiero co przyznałeś, że jesteś kłamcą!
Unosi brwi.
- Przynajmniej jestem szczery co do tego, że jestem kłamcą."

"-Idź spać.
-Idź do diabła.
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi.
-Jestem już w połowie drogi."

"Jestem echem tego, co było kiedyś."

"-Jesteś moim ptakiem - mówię. - Jesteś moim ptakiem i pomożesz mi odlecieć."

"Chcę być ptakiem, móc odlecieć."

"- Nie możesz mnie dotknąć. - szepczę.
Nie mówię mu: kłamię. Nigdy nie powiem: możesz mnie dotknąć. Chcę powiedzieć: proszę, dotknij mnie."


"Śmiech zapala światło w jego oczach."

"Kiedyś ludzie pragnęli nadziei. Chcieli myśleć, że wszystko może się ułożyć. Chcieli wierzyć, że znowu będą mogli przejmować się plotkami, wakacjami i pójściem na przyjęcie w sobotni wieczór. [...] Nigdy nie zdali sobie sprawy, że zaprzedali dusze grupie ludzi planujących wykorzystać ich niewiedzę. Ich strach."

"N a d z i e j a jest kieszenią pełną możliwości."

"Cześć.
Świecie.
Zapomnisz mnie."

"- Hej...
-Nie możesz mnie dotknąć - szepczę.
Nie mówię mu: kłamię. Nigdy mu nie powiem: możesz mnie dotknąć. Chcę powiedzieć: proszę, dotknij mnie."

"-Mogę cię dotknąć-mówi, a ja zastanawiam się, skąd w moim sercu biorą się kolibry.- Nie wiedziałem o tym, aż to tamtej nocy-szepcze, a ja jestem zbyt upojona, żeby przyswoić znaczenie czegokolwiek poza jego ciałem zawieszonym tak blisko mojego."

"-Nie pamiętam , żebym dał ci notatnik.Zdecydowanie nie pamiętam również, żebym pozwolił ci posiadać cokolwiek na własność
-Przyniosłam go ze sobą - głos mi się łamie
-Kłamiesz
-Czego ode mnie chcesz ? - wpadam w panikę
-To głupie pytanie Julio
Cichy dźwięk przesuwającego się gładkiego metalu. Ktoś otworzył drzwi.kliknięcie
- Zabieraj od niej swoje łapska, bo wpakuje ci kulkę w łeb."

"Nigdy 
nigdy 
nigdy 
nigdy 
nigdy nie myślałam, że 
- Zabiłaś małego chłopca."

"Nie będę spała.
Nie mogę spać.
Nie mogę znowu słuchać tych krzyków."

"- Jak na laskę od czubków to nawet jesteś sexy.
Kenji wycofuje się z rękami nad głową. Adam przyciska lufę do jego czoła.
- Trochę szacunku, bo rozwalę ci czaszkę.
- Ż a r t o w a ł e m...
- Uśmiałem się."

"-Gwiazdorzy? Co to w ogóle za słowo?
-Ma litery,nie? Dla mnie brzmi jak słowo."





Pozdrawiam!
Mam nadzieje, że recenzja wam się podoba!






środa, 22 kwietnia 2015

Nowa zdobycz #2

Witajcie czytelnicy!

Ostatnio nabyłam kolejną świetną książkę. Jest stara ale JARA!
Gdy po raz pierwszy wzięłam ją do ręki pomyślałam "Jezusie jaka gruba" a ma mniej niż 500 stron. Teraz jest w sam raz!
Piszę wam o książce, a nawet nie wiecie o jakiej! Więc tak. Otóż ta książka to *chwila napięcia*


TYTUŁ: Drżenie AUTOR: Maggie Stiefvater TOM : 1 ILOŚĆ TOMÓW: 5


ZAPADA ZMIERZCH. ROBI SIĘ ZIMNIEJ. CHŁOPAK STAJE SIĘ WILKIEM, A ONA...?


Piszą o niej:
Współczesna opowieść o wilkołakach!


Mam nadzieję, że nie będzie podobna do "Zmierzchu" i coś wniesie do mojego życia :)

-------------------------------------------------------------------

Postaram się dodać recenzje,  które ostatnio BARDZO zaniedbałam. Chcę was BARDZO przeprosić.
W najbliższym czasie będą recenzje takie jak:
- "Obsydian" Jennifer L. Armentrout
- "Dotyk Julii" Taheref Mafi
- "Cresendo" Becca Fitpatrick 
- "Drżenie" Maggie Stiefvater  


POZDRAWIAM! I PRZEPRASZAM, ŻE NIE WRZUCIŁAM ROZDZIAŁU 9 "Jasna Ciemność"

wtorek, 21 kwietnia 2015

Liebster Blog Award - nominacja

Zostałam nominowana po raz drugi. Chciałabym podziękować za to wyróżnienie :)

A tutaj macie moje kreatywne odpowiedzi. Mam nadzieję, że spodobają wam się jak poprzednie :3

1. Gdybym miała zmienić coś na tym świecie co to by było?

Zminiłambym młodzież by zaczęła czytać książki, a nie siedziała na dupie i grała w x-boxy

2. Wyobraź sobie, że istnieje równoległy świat jak z książki. Kim jesteś i dlaczego? 

Jestem Arweną. Dlaczego? Bo mogę!


3.Masz wybór: cofnąć się w czasie lub podróżować do przyszłości, co wybierasz i dlaczego?

Wolałabym się cofnąć w czasie. Nie chcę wiedzieć co będzie przyniesie przyszłość. 

4. Jaki jest Twój ulubiony film?


Uwielbiam wszytkie filmy Marvela.

5. Budzisz się i trwa wojna, co robisz?

Zaczęłabym panikować!

6. Jaka jest rzecz bez której byś się nie obyła?

Książki. :)

7. Z jaką sławną osobą chciałabyś się spotkać?

Z Sehunem i Kaiem. Członkami zespołu EXO.

8. Czemu założyłam swojego bloga?

Dlaczego?  Ponieważ zaczęłam pisać opowiadania i chciałam się nimi podzielić.  Nie są za dobre,  jest mnóstwo błędów i niezrozumiałych treści. Ale lubię to robić. Chyba to jest najważniejsze?

9. Czy obawiasz się,  że ktoś źle odbierze Twojego bloga?

Nie. Na moim blogu, są dość proste teksty i nie mam nic do ukrycia.  ♡

10. Co chcesz robić w przyszłości?

Chciałabym napisać książkę lub uczuć tańczyć / tańczyć w jakimś znanym zespole tanecznym. :)

[Koniec]

Mam nadzieję, że odpowiedzi się spodobały. Jeszcze raz dziękuję za nominacje :)

Blog od którego otrzymałam nominacje: KLIK

A tutaj pytania dla nominowanych: 1. Lubisz czytać?
2. Jaką postacią z książki byś chciał/a być? I dlaczego?
3. Miałaś jakieś przypały w swoim życiu?  Jak tak to opowiedz jakiś.  :D
4. Twój ulubiony serial?
5. Jaką osobę chciałabyś/chciałbyś wskrzesić?
6. Co byś zmienił/a w swoim życiu?
7. Twój ulubiony zespół?
8. Jakieś rady dla nowych blogerów?
9. Jakie 3 słowa ciebie określają?
10. Daj swój top 3 blogów i napisz dlaczego je lubisz.


Mam nadzieję, że odpowiednie na pytania.  Napiszcie w komentarzach (do nominowanych blogów) czy odpowiedzieliście na pytania + link.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 1 "Dangerous Dancer"

 Witajcie drodzy ziemianie! 

  Napisałam nowe opowiadanie, które będzie wstawiane w niedzielę. Mam nadzieję, że wam się spodoba. A ja mam wyzwanie, by je pisać. Jeśli spodoba się, będę wstawiała kolejne rozdziały. 

MIŁEGO CZYTANIA!

- Karolina! Śniadanie! - krzyknęła mama.
- Odczep się ode mnie! - burknęłam pod nosem. 
  Chwila ciszy.
- Jak sama nie zejdziesz, to ja tam wejdę i zaciągnę cię na śniadanie własnoręcznie.
- Spróbuj! - tym razem krzyknęłam.
  Tak właśnie wygląda moje życie.  Jestem z pozoru zwyczajną nastolatką. Nazywam się Karolina Force, mieszkam z mamą w małym miasteczku obok Nowego Jorku. Podejrzewam, że nawet nie ma go na mapie.  Chociaż może. Jest do kompletne zadupie. Ma mniej niż 5 tysięcy mieszkańców. Znajduje się w nim jeden kościół, szkoła, żadnych sklepów z ubraniami, dwa spożywcze,  które ze sobą rywalizują (czasami robią fajne promocje,  wiec to jest dość zabawne ).
Mam szesnaście lat, odkąd tata umarł rok temu, mieszkam sama z mamą i wpadłam w "złe" towarzystwo, jak to mama raczy mi codziennie na śniadaniu wspominać. Czasami się napijemy lub wypalimy, ale to chyba nic złego. Taki wiek. Chęć spróbowania wszystkiego. Tylko raz, może dwa zdarzyło się tak, że wylądowałam na policji. 
  Mama całe dnie płacze, nawet w pracy. Tęskni za tatą, jak ja. Bardzo ją kocham (chociaż mnie za bardzo kontroluje), dlatego postanowiłam jej pomóc.  Chodzę do pracy, jestem kelnerką w kawiarni w Nowym Jorku. Nigdy nie miałam chłopaka, nie umiem go mieć. Sama się zachowuje jak chłopak więc jedno wyklucza drugie. A też wcale go nie szukam, wolę mieć przyjaciół.
- Ktoś przyszedł!  - krzyknęła mama. 
  Zbiegłam po schodach cała uśmiechnięta.
- Cam, Mac! - krzyknęłam i przytuliłam mocno braci. 
  Moi jedyni przyjaciele, bliźniacy. Tyle, że Mac był blondynem a Cam miał brązowe włosy. To jest to "złe" towarzystwo.
- Idziemy dziś na Nocne Granie?- zapytali się obaj w tym samym czasie.
- Jasne! - odpowiedziałam
- O nie. Jutro masz szkołę. Nie idziesz. Za 2 tygodnie będziesz miała wakacje. Spręż się z nauką teraz, a w wakacje będziesz mogła robić co chcesz.   - mówiła a ja ubierałam moje ulubione czarne conversy.
- Tak tak. - zignorowałam ją i wyszłam.
  Moja mama zawsze się wtrąca gdzie i z kim wychodzę.  Na szczęście lubi bliźniaków. To znaczy lubi jak lubi. Lepiej powiedzieć,  że ich toleruje. Gorzej z ich znajomymi.
  Nagle mój telefon zadzwonił,  zobaczyłam Szef.
- Możesz przyjść dziś, Kim się rozchorowała. Musisz przeszkolić nowego pracownika. Miała to zrobić Wendy, ale zwolniła się dzisiaj. Nasz biznes upada, musimy przywołać nowych klientów i pracowników. Przyjdziesz prawda? - powiedział.
- Nie mogę dzisiaj.
- Zapłacę ci podwójnie. - błagał.
  Muszę mieć kasę. Mama mi ostatnio nie chcę dawać mi kasy na ciuchy, ani na nic. Bo pewnie wydam na jakieś fajki. Błąd.
- Dobrze. Zgadzam się.  - rozłączyłam się.
- Ej na co się zgadzasz Kare? - zapytał Mac
- Nie twoja sprawa. - burknęłam
- Idziesz na Nocne Granie?
- Tak. Mogę się spóźnić o godzinę. A i tak na początku nic się nie dzieje. Przez tą pierwszą godzinę policji a wszystkich przeszukuje czy nikt nie przyniósł żadnych narkotyków.  - powiedziałam. 
  Doszliśmy do parku. Najwyraźniej tą niedziele spędzę z jakimś gościem co nie umie wycierać stołów i nalewać kawy.
- Ja muszę iść. Do zobaczenia na Nocnym Graniu.
- Siema.
  Gdy szłam na przystanek autobusowy patrzyłam się co kilka kroków czy nikt nie idzie za mną. Nagle na kogoś wpadłam.
- Uważaj jak chodzisz. - krzyknęłam przed upadkiem i uderzeniem się w głowę.
  Wspomnienia z dzieciństwa, które próbowałam bardzo długo w sobie stłumić zalały mnie całą. Zobaczyłam baletnicę, byłam to ja. Na scenie. A na dole siedział tata i wszytko nagrywał. Poczułam narastającą furię. Moje dość ładnie układające się brązowe włosy były już ze sobą poplątane. Miałam je wszędzie, musiałam je powyjmować z buzi.
- Przepraszamy. - powiedziały baletnice.
  Były takie kruche i słodkie jak ciastka. Zawsze gdy je widziałam dziwiło mnie to, że mają tyle samo lat co ja. Gdy byłam mała, tata zaprowadzał mnie na lekcje baletu. Wszyscy się ze mnie śmieli. Byłam gruba, nie umiałam tańczyć. Podręcznikowy kozioł ofiarny. Chodziłam tam przez dziesięć lat, dzień w dzień,  trening za treningiem.  Stawałam się coraz lepsza i szczuplejsza. W dzień pokazu gdy wykonywałam swój układ,  mój tata zemdlał. Pojechaliśmy do szpitala, okazało się, że tata się już nie obudzi. Tamtego dnia przegrałam zawody,  mój tata przegrał ze śmiercią, a mój wróg numer jeden (który się ciągle ze mnie śmiał ) stoi teraz przede mną - Ashley. Nigdy nie wróciłam do baletu, bo kojarzył mi się z tatą i tym tragicznym dniem. Kpiny Ashley się nasiliły od tamtego momentu. Z pozoru słodka,  niewinna dziewczynka, ale gdy zostaniesz z nią sam na sam i poznasz ja lepiej będzie jedzą, która wszystkim rozkazuje. Wszyscy patrzą w nią jak w obrazek, bo jest królową szkoły. Typowy plastik.
- Zobaczmy kto się pojawił. Znowu idziesz zmywać gary? - trzy miesiące temu Ashley odkryła gdzie pracuje. By nikomu tego nie powiedziała musiałam ją nauczyć wszystkich trudnych baletowych kroków,których ona nie umiała.
  Nie wyobrażam sobie teraz siebie w tych uroczych wdziankach. Teraz to conversy/dresy/czarne ciuchy/skórzane kurtki - to moje życie. Zupełna odporność.
- Zobaczmy kto idzie znowu się wypinać przed trenerami i sędziami.  Przeleciałaś już któregoś czy może nawet jak próbujesz to i tak nie dostajesz pierwszego miejsca co? Te figury, których cię uczyłam i tak mało pomogą przy braku talentu. - uśmiechnęłam się szyderczo. Ale nie oszukujmy się talent to ona miała.
- Nawet bez tego zajmuje pierwsze miejsca na zawodach. Zazdrościsz mi i tyle, gdybyś nie miała takich sentymentów do ojca to byś teraz była mną. Czekaj nie. Byłabyś tuż za mną. - zawsze gdy wspominała o tacie, miałam ochotę jej przywalić.
- Karolina! - zawołał znajomy ciepły głosik.
- Pani Willow.
- Co u ciebie skarbie?  Jak się trzyma twoja mama? Pewnie jest jej ciężko.  Gdybym tylko mogła bym wam pomogła.  - mówiła zatroskanym głosem.
- Wszytko ok. Nie musi pani się martwić. - odburknęłam
- No dobrze.  Myślałaś co będziesz robiła po szkole? - zapytała
- Nie. Na pewno nie będę wywijała tyłkiem przed sędziami jak nasza kochana, skromna Ash.
  Pani Willow westchnęła. To ona zazwyczaj kończyła nasze kłótnie.
- Może wrócisz do tańca i akrobatyki gimnastycznej? W wakacje są organizowane warsztaty dwumiesięczne miesięczne.  Powiadomiłam już twoja mamę. Powiedziała, że to wspaniały pomysł, żeby cię tam wysłać.  - nagle się spostrzegłam,  że dojechaliśmy.
- Musze iść. I to jest bardzo zły pomysł. 
  Warsztaty? Baletowe? Moja mama się zgodziła?  Chyba żarty.  Zaczęłam iść rozdrażniona w stronę kawiarni. 
  Gdy doszłam zajęło mi dobre piętnaście minut, by pojawił się na mojej twarzy uśmiech.
- Jestem.
- Nareszcie. Dłużej się nie dało?  - krzyknął szef. 
  Był najwyraźniej wkurzony. Nagle talerz się roztrzaskał na kawałki.  Za chwilę kolejny. Na całej podłodze były kawałki porcelany,  którą tak szef kochał.
- Najwyraźniej nie. - odburknęłam
- To on. Nowy pracownik. - Wysoki czarnowłosy chłopak. Dobrze zbudowany,  widać, że silny. Miał bardzo wyraziste kości policzkowe, wydajne usta, aż chciałoby się ich posmakować.
- Hej. Jestem Simon. - głos miał niski, chyba był po mutacji. Chodzący ideał.
- Ja Kare. Chodź. Tylko proszę,  nie potłucz już więcej talerzy. Nasz szef bardzo kocha tą porcelanę. 
  Weszłam z nim na zaplecze. Oprowadziłam po kuchni, po przebieralni i jak to Szef nazywał "Pokój Luzu".
- To twoja szafka. - powiedziałam
- Ok. - odpowiedział. 
  Zaczęłam się przebierać. Gdy już chciałam zdjąć bluzkę, przy Simonie poczułam wstyd i niepewność.  Nigdy nie czułam tego przy chłopaku. Nigdy nie wstydziłam się rozbierać przy chłopakach. Nagle nad nim pojawiła się dziwna beżowa poświata.  Zignorowałam gule w brzuchu i zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam już jej nie było. Zdjęłam koszulkę i spodnie. Conversy schowałam do szafki i ubrałam się  w uniform.
- Skończyłam. - krzyknęłam 
- Ja też. - odpowiedział
  Gdy wyszłam zza ściany, moje poliki stały się bardzo ciepłe,  poczułam, że się rumienię.
- Z...zacznijmy od robienia kawy.
  O mój boże!  Pierwszy raz się zająknęłam. 





Dziękuję za przeczytanie opowiadania. Mam nadzieję, że się spodobało. 
Pozdrawiam i czekam na wasze opinię. 




piątek, 17 kwietnia 2015

Green Space rozdział 6


WITAM!
Na początku chciałam wam podziękować, za wszystkie miłe słowa i uwagi, które staram się poprawić. Chciałabym pozdrowić pewnego człeka "Anonimowy" nie wiem kim jesteś, ale dzięki tobie nabrałam dzisiaj weny. Pozdrawiam.

Miłego czytania!

Przez resztę wieczoru tęskniłam za dotykiem jego ust, za ciepłem jego ciała, za nim. Tak bardzo chciałam by został,  ale wiem, że to niewłaściwe.  Powinnam się skupić na nauce. Miałam jej o wiele więcej niż normalni uczniowie.  Ponieważ byłam księżniczką Alfów i ominęłam wiele lat nauki.
Nadszedł w końcu weekend. Dni wolne. Bez lekcji. Bez treningów.  Dzień bez zmęczenia. Tak jasne?! Od rana biegałam za Madeleine. W związku z tym, że była moją opiekunka prawną, ona jedyna mogła mi podpisać zgodę na pójście na zakupy. Biegałam od klasy do klasy, od ogrodu do ogrodu. To strasznie męczące.
Nagle gdy ją zobaczyłam, zawołałam.
-  Czekaj! - resztkami siły,  podbiegłam do niej - Podpisz mi to. Proszę.  - dyszałam
- Spokojnie. Powiedziałam panu dyrektorowi, że możesz sama decydować,  gdzie i co robisz.  Uznałam, że  jesteś na tyle dorosła, że umiesz sama decydować o swoim życiu.  Lecz gdy naciągniesz moje zaufanie to będziesz siedziała w pokoju. Czy to jasne? - jej mina zrobiła się dość ostra, ale nagle złagodniała.
- Tak. Czyli mogę wychodzić kiedy chce i gdzie chce?
- Nie.
- No trudno. Dziękuję.
- Nie ma sprawy. - powiedziała i przytuliła mnie. Odwzajemniłam uścisk.
- No idź.  Kup sobie coś ładnego.
- Dziękuję.  A właśnie a jak tam z dziećmi?
- O w końcu sobie przypomniałaś o rodzeństwie?
- Wiesz,  że nie o to chodzi.
- Wiem wiem. Dobrze, noc nie wspominają.  Nie tęsknią za tobą.  Uczą się odpowiedzialności i odkrywają swoje talenty. Podobno zajmuje się nimi Kim. Przyjaźnię się z nią. Ostatnio powiedziała, że Fell nauczyła się leczyć, jest w tym bardzo dobra. Przewyższa poziomem swoich rówieśników, którzy uczą się od dłuższego czasu. Będziesz mogła się z nimi spotkać po zakończeniu nadrabiania lekcji z ostatnich kilku lat.
- Jestem z niej dumna. Kupię im coś, wszystkim na nagrodę. Mam nadzieje, że spodoba im się.
- Nev! Idziemy? - krzyknęła z daleka Poni
- Muszę iść.  Do zobaczenia Madeleine.
- Idź i się zabaw.
- Dziękuję!  - krzyknęłam biegnąc i uśmiechając się od ucha do ucha.
- To co idziemy?  - powiedziała Clary
- Tak. - powiedziałam razem z Poni.
Gdy wyszliśmy całą grupą do miasta, poczułam ulgę. W końcu mogłam sobie coś kupić.  Wszyscy w szkole, a nawet  w Akademii ubierali  się modnie. Ami, dziewczyna Will, prowadziła bloga o modzie i kosmetykach. Chodziła po szkole i rozdawała wszystkim uwagi na temat wyglądu. A gdy ktoś dobrał lepszy zestaw ubrań niż ona, to poradziła mu gorzej, a że wszyscy byli w nią zapatrzeni,  jak w obrazek to się jej słuchali. Gdy patrzyłam na to z Poni i Clary chciało nam się śmiać. Podobno na poprzednim balu, ubrała Willa specjalnie pod kolor swojej sukienki. Miał mieć fioletowy garnitur, ale przyszedł w czarnym, a Ami się na niego obraziła.  Dziwię się, że nadal ze sobą chodzą, gdy kłócą się o takie pierdoły.
Nagle zobaczyłam Willa, a przy nim uwieszoną na jego ramieniu Ami. Oczywiście reszta dziewczyn patrzyła się na niego maślanymi oczkami. To było niesmaczne. Gdy nasze spojrzenia się spotkały,  uśmiechnął się tym swoim seksownym uśmiechem, a ja się zaczerwieniłam i spuściłam głowę. Nagle w mojej głowie usłyszałam głos.
" Musimy pogadać,  przyjdź pod Chooselook za 2 godziny. Jeśli się zgadzasz kiwnij głową."
Tak jak powiedział,  tak też zrobiłam.  Kiwnęłam głową i w następnym momencie tego pożałowałam.
- Dziewczyny? Wiecie gdzie jest Chooselook?
- Tak. A co?
- Muszę.... - spojrzałam się w stronę Willa -... coś załatwić. - poparzyłam błagalnym wzrokiem, by nie zadawały pytań.
- Dobra. Pokażemy ci, ale pod warunkiem, że później nam wszystko opowiesz.
- Dobra. - poszłyśmy wszystkie w stronę sklepu.  Gdy już wiedziałam gdzie to jest, poszłyśmy kupić sobie nowe kosmetyki,  a później coś zjeść.  W mgnieniu oka minęły 2 godziny,  do końca wizyty w mieście zostały jeszcze 4. Skierowałam się w stronę sklepu. Dojście tam zajęło mi 20 minut.  Spóźniłam się o 10 minut,  usłyszałam jego głos,  zza rogu.
- Ojcze, ona wróciła, nie chce dłużej udawać związku z Amandą. - Amandą?  Czyli Ami to Amanda? Świetne wiadomości uzyskałam. Muszę powiadomić o tym dziewczyny.  - Nie kocham jej. - Chwila ciszy - Rozumiem,  ale... - znowu ucichł - Ojcze! Czy pieniądze są ważniejsze ode mnie? - ...i cisza... - Rozumiem. Do zobaczenia ojcze.
- H-hej.
- Słyszałaś coś?
- Nie. Dopiero przyszłam. - starałam się by mój głos zabrzmiał jak najbardziej wiarygodnie.
- Dobra.
- To o czym chciałeś porozmawiać?
- Chodźmy stąd.
- Gdzie?
- Na kawę. 
- Dobrze.  - zaczęłam iść w jego stronę.  Gdy chciałam go ominąć, mój wzrok napotkał silną rękę Willa.
- Nie w tą stronę,  złotko. - szepnął mi do ucha. A po ciele przebiegł mi dreszcz rozkoszy.
- A-a w którą? - mój głos zadrżał.
Will chwycił mnie za rękę i poprowadził.  Przez dłuższą szliśmy w ciszy, byłam czerwona na twarzy, wiec nie patrzyłam mu w oczy.
- Czemu idziemy za rękę? - w końcu zapytałam. Starałam się by mój głos zabrzmiał naturalnie.
- Mogę puścić, jeśli ci przeszkadza.
- Yym nie. - cała czerwona,  przytuliłam się do jego ramienia.
Zobaczyłam tatuaż na jego karku o wzorze nieskończoności. Piękny, jak on. Cieszę się, że zgodziłam się przyjść.



Przepraszam, że tak krótko, ale nie miałam więcej pomysłu. Postanowiłam was trzymać, w jakimś napięciu.

Pozdrawiam wszystkich!
Mam nadzieję, że wszystkie opowiadania się podobają.




czwartek, 16 kwietnia 2015

16.04 - Co to za data? #1


Wiitam!


16.04?
Co to za data?
Moje imieninki!

Nie którzy nie obchodzą imienin,  a ja TAK. Bo kto mi zabroni?

W związku z tym, że do urodzin zostało aż 69 dni.
Przedstawię wam aż 69 faktów o sobie. 

Dzisiaj będzie mniej o książkach, a bardziej o mnie. Jeśli spodobają wam się takie posty, będę pisać częściej.

Jeśli macie do mnie jakieś pytanka, na które nie znaleźliście odpowiedzi tutaj, zadajcie je w komentarzach:



1. Julia Tyszka
2. Za 69 dni 15-latka
3. Warszawa
4. Przyjaciele mówią do mnie "Tyszka"
5. Pani od wf-u w podstawówce mówiła do mnie "Żulietka" przez tydzień 
6. Jestem NADwrażliwa
7. Bardzo szybko zaczynam ufać ludziom
8. Mam 175 cm wzrostu 
9. Charakterna
10. Lubie obrazki z tumbrl'a


11. Uwielbiam książki 
12. Przeważnie romanse /fantasy
13. Mam dużo książek 
14. Chociaż wolę wypożyczać z biblioteki 

Jest tego wiele więcej, lecz popożyczałam dziewczynom i nie będę was zasypywała zdjęciami z innych półek. Jeśli chcecie je zobaczyć wejdźcie na:
 Moja biblioteczka
15. Lubie oglądać anime
16. Lubie pop kulturę japońską 
17. Kocham słuchać koreańskiego popu
18. Oczywiście zwykłego również 
19. Nienawidzę moich włosów
20. Jest ich za mało 
21. Lubie pomagać innym
22. Nie zawsze mi się to udaje 
23. Ale walić to
24.06 mam urodzinki 
25. Adminuje na stronach o anime/o książkach /o k-popie (koreański pop)

EXO
Overdose <- posłuchajcie
26. Jestem z pozoru zamknięta osobą, ale tak naprawdę jestem dość otwarta. Gdy mnie lepiej poznasz 
27. Uwielbiam tańczyć 
28. Kocham grać w kosza
29. Podobno w przedszkolu byłam niemiła -> sądzi Dara
30. Podobno w przedszkolu byłam miła -> sądzi Ania
31. Podobno w przedszkolu sądziłam, że 100 jest większe od 101 (głupie dziecko )
32. Mam okrągłą twarz, której nienawidzę 
33. Ala (moja przyjaciółka ) uznała, że mój były jest australopitekiem (tak, tak się to pisze :p) 
34. Czasami noszę botki w szkole
35. Lubie smarować oczy węglem (Kretka do oczu, nie miałam eyeliner'a. Teraz wolę go używać )
36. Uwielbiam nosić sweter taty
37. Na szafce, nad biurkiem zrobiłam kolarz ze zdjęciami moimi i przyjaciół 

38. Podobno jem kanapki z mina psychicznego dziecka (Nie prawda)
39. Lubie się martwić o innych
40. Dziele się wszystkim 
41. Jestem za miła
42. Nie umiem powiedzieć NIE
43. Pożyczam wiele książek przyjaciółkom
44. Nad profilowym daje cytaty, głębokie jak brodzik 
45. Nie lubię zwykłej wody do picia. 
46. Jest bezpłciowa 
47. Uwielbiam jeść sushi
48.  BRAK FAKTÓW
49. Jeszcze tylko 20 faktów 
50. Kolega nazywa mnie "cnotka niewydymka"
51. Bardzo toleruje gejów i lesbijki 
52. Nie rozumiem czemu ludzie wyśmiewają gejów /lesbijki lub czarnoskórych. 
53. Kocham pisac opowiadania. Przelewam na nie wszystkie emocje
54. Gdy piszę test i się poddaje zaczynam kropkować stronę.
55. Mam ochotę napisać jakiegoś fanfika. Tyle, że nie wiem jakiego
56. Chodzę do 2h
57. Chcecie może jakiś tag? 
58. Mam przyjaciółkę, która jest szurnięta blondynką, która słucha Queena
59. Jeszcze tylko 10
60. Dostałam na imieninki Raffaello
61.  Uwielbiam jeść pizze z przyjaciółmi



62. Mam kompleksy 
63. Uwielbiam nosić jeansy
64. Nienawidzę gdy ludzie się śmieją z słabszych
65. Lubie poznawać ludzi przez internet 
66. Chciałabym polecieć do Japonii i Korei
67.  Chce pojechać na koncert EXO/Big Banga
68. Nie mam zwierząt 
69. Należę do SEKTY <3 69








Pozdrawiam :*
Dziękuję za wszystkie komentarze i obserwacje :*

środa, 15 kwietnia 2015

Jasna ciemność cz. 8


Życzę miłego czytania!


Rano obudziły mnie śpiewanie ptaszków. Otwieram oczy i widzę tors chłopaka.  przekalkowuje cały wczorajszy wieczór.  Byłam na jakiejś imprezie?  Naćpałam się?  Upiłam?
- Już się obudziłaś słońce?  - gdy usłyszałam męski głos.  Sturlałam się na podłogę.
- Co? Gdzie  jestem?
- W swoim pokoju. Ej co się stało?
- Czemu jesteś bez koszulki? Alex,  czy my no ten teges?  -  zaczęłam kręcić palcami jak opętana.
- Nie spokojnie.  Zdjąłem koszulkę, bo było mi nie wygodnie.  A, że ty byłaś we mnie wtulona, nie chciałem cie budzić. Spójrz na siebie jesteś ubrana. - zaczęła mnie bolec głowa od natłoku informacji.
- Przepraszam - schowałam twarz w nogach, speszona
- Nie masz za co. - podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Mam. Za... - zaczęłam się denerwować i wyrywać z jego objęć.
- Ciiiiii. Spokojnie.  Nie masz za co. Uspokój się. - jeszcze przez około nie wiem ile, bo dla nas czas się zatrzymał. Nagle wstał i się ubrał.  Chodź musimy iść na trening.
- Nieeee chceeee. - wstałam pocałowałam go w policzek i poszłam się przebrać do łazienki. Ubrałam się w granatowa sukienkę.  Moje czarne skrzydła połyskiwały w jej kolorze. Podeszłam do wybielacza. Pisało na nim. 

"Dzisiaj tego nie użyjesz. Wyjaw prawdę. - Paul "

Otworzyłam wieko,  chciałam użyć produktu i nie mówić prawdy Alexowi. Nie było  NIC. Pusto. Rzuciłam nim o ścianę. Zebrałam skrzydła, które ciągnęły się za mną.  Były czarne i potężne, długie i silne. Wyszłam z łazienki, a Alex się na mnie popatrzył.  Gdy rozpostarłam skrzydła jego twarz zmieniła wyraz. Teraz patrzył się na mnie jak na boginię.
- Nie patrz tak na mnie. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Nie mogłam. Przepraszam...
- Wiedziałem. - szepnął przytulając mnie.
- Co?
- Widziałem.  - powiedział głośniej.
- Jak to? I nadal?
- Tak. Jesteś piękna.  Nie ważne czy jesteś aniołem czy demonem. Nadal jesteś piękna i jesteś sobą. Nikogo nie udawałaś. Byłaś sobą. - cały stres momentalnie zniknął i całe moje ciało wypełniło ciepło bijące od anioła, który stał przede mną.
- Dziękuję. - chciałbym mu powiedzieć, że go kocham.  Ale nie umiem. Nie jestem do tego zdolna.  Mam nadzieję, że on o tym wie.
- Ja ci dziękuję, że jesteś. - powiedział i go przytuliłam najmocniej jak go potrafiłam. - Ej ej udusisz mnie.
- Przepraszam. - powiedziałam a on mnie ucałował w czoło.
- Chodźmy na śniadanie.
-Oki.

Gdy weszliśmy do stołówki wszyscy patrzyli się na m mnie ze skrzywionymi minami. Było tak samo na korytarzu. Czułam się strasznie niezręcznie. Chciałabym im wydłubać oczy. Alex najwyraźniej spostrzegł, że się denerwuje, bo mięśnie mi się napięły.
- Spokojnie.  Niech patrzą.
- Wszystkich okłamałam. Mam czarne skrzydła.  Jestem demonem. - na moje plecy wskoczyła Minako.
- Heeeeeeeeeej!
- Hej.
- Czemu wszyscy się tak patrzą?
- Moje skrzydła.
- No masz skrzydła....
- Demona.
- Jeśli ktoś będzie się na nią patrzeć. Popamiętacie mojego brata. - krzyknęła a jej uśmiech wykrzywił się w grymasie.
- Popamiętają Mikoshiego? - zapytałam
- Uwierz jest Mikoshi się zezłości będzie źle. Jest jakby to powiedzieć nerwowy i... silny. Dlatego się trzyma na uboczu. -rzekł Alex - Jest najsilniejszy.  Silniejszy ode mnie.
- Wow przyznałeś się do porażki.  To coś nowego. - powiedział Mikoshi
- Co? Nie. Co ty. Chodziło o to, że.... - zaciął się.
- I nawet nie wie co powiedzieć.  - dokończyła Minako.
- Hahahha. - zaczęliśmy się chórem śmiać
- Hej z czego się śmiejecie?  - powiedział delikatny głosik. Ana. Szok. Odezwała się. Wyglądała bardzo..... źle.  Wygładzona, zmęczona,  obolała. Jakby była dręczona.
- Co....
- Al musimy pogadać  -przerwała mi
- Ali?
- Ali.
- Co Ali? - zapytałam się zdezorientowana
- Al powiedz jej coś.  - powiedziała Ana. Alex popatrzył się na Mikoshiego.
- Alex? Co się dzieje? - zapytałam
- Mikoshi musimy iść. - Alex wstał i ucałował mnie w czubek głowy.  - Później ci wytłumaczę. Obiecuje. - puścił mnie i odleciał. Szybko wstałam i wzleciałam do góry. W końcu mogłam latać z pełną prędkością.  Najszybciej jak umiałam.  Wleciałam na Alexa.  I przytuliłam go.
- Nie wiem co się stało.  Ale masz  być ostrożny.  Widziałam jak Ana wyglądała.  Ty masz być ostrożny.  Proszę. 
-  Będę.- powiedział i mnie przytulił.  Moje serce się powoli rozgrywało. Czułam tak jakbym widziała go po raz ostatni. Po raz ostatni czuła jego zapach, dotyk.  Po raz ostatni...
- Obiecaj.... - powiedziałam, jąkając się.  Nie wiedziałam,  gdzie i na co idzie. Ale jeśli moje przypuszczenia  się sprawdza.  Że idą do Ali,  to się boje, że mu się coś stanie. Biorąc pod uwagę, jak wyglądała Ana, która jest bardzo silna. Po prostu się boje, że mu się coś stanie i..... - ..... że wrócisz.
- Muszę lecieć przepraszam.  Zobaczymy się na kolacji.
- Ale.... - już mnie nie usłyszał. Czemu nie powiedział, że wróci?  ANA. Muszę do niej iść.  W biegłam do sali
- Ana! Noc ci nie jest? Co...?- nie dokończyłam, bo mnie przytuliła.
- Tęskniłam - powiedziała
- Ja też.  - odpowiedziałam
- Oooooo - krzyknęła Minako i objęła nas obie. - Cześć jestem Minako. Zaprzyjaźnimy się?
Spojrzałam na Anę, a ona na mnie i zaczęłyśmy się śmiać.
- Tak. - powiedziała
- Yey. - krzyknęła z amerykańskim akcentem.  Znowu zaczelysmy sie śmiać. Byłam bardzo szczęśliwa,że Ana wróciła do "żywych" i nadal się z nami przyjaźniła,  lecz ciągle czułam niepokój.  Nie powiem im tego. Nie chce psuć nastroju.

3 dni później...

Od 3 dni nie miałam kontaktu z Alexem. Bardzo za nim tęsknię. Otuchy dodaje mi Ana, która wróciła do normalności.  Wydaje mi się to dość podejrzane, gdyż jeszcze kilka dni temu chciała mnie zabić.  Na razie wolę zagłuszyć niepokój i cieszyć się chwilą.
- Idziemy dzisiaj do kina?- rzekła Minako
- Macie tutaj kino?
- Tak. Jesteśmy aniołami, a nie zacofanymi ludźmi. - powiedziała naburmuszona  Ana i wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Moje wątpliwości uleciały niczym wiatr.





Przepraszam, że rozdziały są takie krótkie. Ale cóż. BRAK CZASU. Testy, kartkówki i przepytki. Eh szkoła. Jedno słowo i wszystko jasne. 
Mam nadzieje, że rozdziały wam się podobają.
FANPAGE <- zapraszam

POZDRAWIAM :*