poniedziałek, 2 listopada 2015

Recenzja "7 razy dziś" Lauren Oliver

Witajcie

OGŁASZAM POWRÓT (chyba) a to dlatego, że w ten weekend oderwałam się od internetu i znowu wciągnęłam w czytanie książek. Tak mi tego brakowało! (Pisania dla Was i czytanie rzecz jasna xD) Od 2 miesięcy nic nie czytałam, poczułam wielką ulgę jak sięgnęłam w głąb książek :)

Jeśli są tu osoby, które mnie obserwują na IG to ogłaszam, ze telefon jest w naprawie, ale gdy go odzyskam to również wznawiam działalność na Instagramie. ZAPRASZAM  _booktime_




AUTOR: Lauren Oliver

TYTUŁ: 7 razy dziś
WYDAWNICTWO: moondrive
LICZBA TOMÓW: 1
LICZBA STRON: 384


[opis]
Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…

Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?

[recenzja]

7 razy dziś jest bardzo fascynującą książką, nie nudziła i wciągnęła jak wir. <3
Początek był bardzo chaotyczny i momentami nudził. Trzeba było przebrnąć przez te fragmenty. Po czytaniu pierwszych stron od razu można dostrzec, że Sam jest przykładem takiej szkolnej dziwki. Można tak ją postrzegać przede wszystkim dzięki jej paczce. Osobiście nienawidzę takich lasek. W teraźniejszych czasach w naszych szkołach można znaleźć dużo takich KSIĘŻNICZEK (jak i książątek- bez obrazy panowie). Od pierwszych stron wiedziałam, że ta książka będzie przedstawiała życie młodzieży w XXI wieku takie jakie rodzice nie powinni poznać. Sam dalej z każdą przeczytaną stroną... zmieniała się. Było to dosyć do przewidzenia, ale i tak co raz bardziej zagłębiałam się w tą książkę i co raz bardziej lubiłam Sam. Przezywałam z nią to co się z nią działo i co robiła, śmiałam oraz bałam razem z nią.


Tekst był czasami bardzo chaotyczny, trzeba było wczytać się w niego by go zrozumieć Czasami musiałam wracać do poprzedniej strony, by zrozumieć akcje  na następnej. Czasami również męczyłam się czytaniem jej... cóż była po prostu męcząca. WNIOSEK: To nie jest lekka książka. 
Od pierwszej strony zasypała mnie masa imion, które była trzeba od razu zapamiętać by rozumieć różne sytuacje. Jeśli jakieś imię się pojawiło to zwyczaj towarzyszyło nam do ostatniej strony. 
O zakończeniu nie wiem co powiedzieć. No dobra... po prostu go NIE ZROZUMIAŁAM. (Jeśli ktoś to czytał to może się ze mną podzielić tą informacją i wytłumaczyć mi zakończenie xD na julia.tyszka@gamil.com   Nie psujmy innym lektury) Wracając. Było chaotycznie i niezrozumiale, ale jeśli zakończyło się tak jak ja myślę to uważam ze Sam zachowała się pięknie.

[cytaty]

"Czasem boję się zasnąć z powodu tego, co za sobą zostawiam."

"Dobry przyjaciel nie zdradzi Twojego sekretu. Najlepszy przyjaciel dopilnuje, żebyś nie zdradził swojego sekretu."


"Nigdy nie jest za późno na kolejną szansę."


"Niektóre chwile trwają całą wieczność."


"- Przejrzałem cię na wylot.
- Nie znasz mnie. Nie wiesz o mnie zupełnie nic. 
- Dzięki Bogu"


"To takie wspaniałe, czuć jego ramiona wokół siebie, jakbym tylko dzięki niemu utrzymywała się w pionie."




                                          PAPA! :* 




sobota, 3 października 2015

Przepraszam za nieobecność :(

Cześć!

Przepraszam za tak długą nieobecność..., ale ona niestety jeszcze trochę potrwa.

Jest ona spowodowana... cóż brakiem weny, ale przede wszystkim czasu. W tym roku jestem w 3 klasie gimnazjum (co już wspominałam) i czeka mnie również konkurs kuratoryjny z polskiego. Mam go 21 października, a do tego czasu muszę czytać podane książki, omawiać obrazy, oglądać filmy i ogólnie powtórzyć sobie 2 lata nauki (a raczej się ich nauczyć, gdyż miałam beznadziejną polonistkę, która nic nas nie uczyła, tylko pokazywała filmy. Wtedy było wszystko fajnie, bo był luz na lekcjach, ale teraz trzeba się spiąć i wszystkiego nauczyć.) 

Po konkursie, lub gdy będę miała trochę więcej czasu napiszę 3 rozdział Zmiany i recenzje "7 razy dziś" Lauren Oliver. 

To był taki post informacyjno/organizacyjny. Do zobaczenia. Trzymajcie kciuki :) 




poniedziałek, 14 września 2015

Przemyślenia #1 INNY PUNKT WIDZENIA <#

Hej, hej kochani.

To może trochę zejdźmy z tematu bajkowych historii z książek o szczęśliwym zakończeniu,  a przejdźmy do prawdziwego okrutnego świata...ale czy ten świat naprawdę jest taki okrutny jak nam się wydaje? NIE. Otóż to wszystko zależy od naszego PUNKTU WIDZENIA.
Jest nam smutno, mamy wrażenie, że wszystko się wali. Ale to tylko jedna strona monety, a jest jeszcze druga... lepsza.



Mieliście kiedyś taką sytuacje?

 *Dostaliśmy jedynkę z historii - słabo,  rodzice będą wściekli,  wszyscy w klasie będą się ze mnie śmiać, czy jestem aż taka głupia (?) // tak myślimy // a może być tak - dostałam jedynkę,  najwyraźniej za mało się uczyłam, pokażę wszystkim w klasie na następnym teście, że jestem od nich mądrzejsza, pokażę na co mnie stać a to jest tylko jednorazowa wpadka.

Albo inna sytuacja.

* -Ale jesteś brzydka. Weź wyjdź. Śmierdzisz. Nie poradzisz sobie w życiu. Pieprz się. Najgorsza osoba jaką kiedykolwiek widziałam. Jesteś tłusta. (i inne gorsze)





Ile razy to słyszeliście? 
Ja po takim czymś bym się załamała. Ludzie dziwią się, że ludzie wpadają w depresje (ale to o tym kiedy indziej) a to przez nich tak się dzieje. 

Gdyby ludzie byli milsi a nie krytykowali bezpodstawnie osób byłoby o wiele mniej smutnych ludzi. Wystarczy powiedzieć czy napisać konstruktywną krytykę, a nie hejtowac.



Tak więc... ZASTANÓWCIE SIĘ NASTĘPNYM RAZEM zanim powiecie coś niemiłego, bo za pierwszym razem nic się nie stanie, ale jeśli słyszy to ktoś po raz setny to można się serio załamać.

BĄDŹCIE MILSI. A jeśli ktoś inny by wam tak mówił BYŁOBY WAM MIŁO?



papa :* Zastanówcie się nad tym następnym razem! <3

środa, 9 września 2015

"Zmiana" Rozdział 2

Hej, hej. 

Co tam u Was ludzie? Jak w szkole? U mnie już pierwsze testy i kartkówki. Mam dosyć nauki. Prawie codziennie korki i do tego zajęcia taneczne... trudno mi znaleźć wolny czas na napisanie posta, więc mam nadzieje, że wybaczycie moja nieobecność. :( <3

Miłego czytania! <3


Od rana siedziałam jak na szpilkach. Dzisiaj przyjeżdżają rodzice,  zamierzają zostać na dłużej, a może na stałe? Akurat teraz zachciało im się grać idealnych rodziców?  Wtedy gdy wszytko zaczęło się układać razem z babcią i szkołą. Czasami gdy byli, odwozili mnie do domu swoim sportowym samochodem…, lub jakimkolwiek innym, którym przyjechali.
- Córciu, spokojnie. Zachowuj się naturalnie.  - Babcia wcale mnie nie uspokoiła.        Dzwonek do drzwi zadzwonił. Długi dźwięk został mi w uszach.
Wielkie, drewniane drzwi otworzyły się. 
- Good morning mama! - krzyknęła matka.
- Dzień dobry matko. - Zza pleców kobiety wyszedł ojciec.
Ukłonił się nisko.
- Witajcie moje drogie dzieciaczki. Jak tam podróż?  Zmęczeni?  Chcecie coś zjeść? Wypić? - Babcia nawijała strasznie szybko,  chciała zatuszować to jak bardzo się denerwowała. Nie udawało się jej.           
Wszystkie pary oczy zostały skierowane na mnie.
- My sweet! Co u ciebie? - Matka zaczęła iść w moją stronę. Rozłożyła ręce tak jakby chciała mnie uściskać.      
Denerwowało mnie to, że wrócili tak jakby nic się nie stało.  Jakby jeden raz w życiu byli na wyjeździe i wrócili po kilku dniach. Ale nie, oni wrócili po kilku latach. Frustracja rosła. 
- Przepraszam?  Znamy się? - Wściekła, odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Byłam bardzo zadowolona z tego zagrania. Niech sobie nie myśli, że uściskam ja na powitanie. Może i zachowywałam się jak siedmioletnie dziecko, ale nie daruję im tego, że tak mnie (i babcię) traktują.           
Usłyszałam kroki na korytarzu. Pierwszy raz od kilku lat modliłam się by nie weszli do mojego pokoju. W drzwiach pojawiła się babcia…
- Kochanie… - zaczęła mówić babcia.
- Nie…, nie będę się zachowywać grzecznie, jak ich ukochana dziewczynka.
- Nie będę cię o to prosić, bo rozumiem twoje uczucia, ale ich tez staram zrozumieć… - Przerwała na chwilę i usiadła na krześle z westchnieniem. – Bądź dla nich łagodniejsza i zachowuj się troszkę lepiej. Bo to co przed chwilą odstawiłaś na dole było godne sześciolatka.         
 Gdy babcia wyszła, napisałam do Alex „Pani "Mów mi mama" wróciła. Idziemy gdzieś?”.   
Chwile zastanawiałam się nad wysłaniem. Kilka razy zmieniałam pierwsze słowa, na "Matka", "Jędza". Ale ostatecznie wyszło "Mów mi mama".   
Wysłane.      
Nawet nie zauważyłam gdy wcisnęłam przycisk.       
Po kilku minutach wpatrywania się w telefon, miałam dość.         
Wstałam i podeszłam do biurka.            
Wtedy odezwał się mój Samsung. Rzuciłam książkę, którą akurat trzymałam w ręce i podbiegłam do łóżka. Przeczytałam wiadomość na głos "Jasne. Chodźmy na Oaze. Jest strasznie gorąco. Bec też przyjdzie, akurat wybieramy kostiumy. ;-)"     
Wpisałam dwie literki na telefonie, które utworzyły  "OK." i zaczęłam grzebać w szafie szukając stroju. Telefon wybrzęczał dwie wiadomości. 
Pierwsza wiadomość była od Alex „Kochamy Cię! xoxo
”. Cała moja złość na rodzinę uleciała w sekundę.      
Druga wiadomość była od nieznanego numeru „Odczep się od Matta! Ash”, całe moje ciało oblał zimny dreszcz. Bałam się pójść w poniedziałek do szkoły. Może zostanę w domu... do końca życia?            
Wyszłam z pokoju, cichaczem prześlizgnęłam się obok pokoju rodziców,  mój był na samym końcu korytarza. 
- Czemu się tak zachowuje?  - Usłyszałam oburzony szept ojca. Postanowiłam trochę posłuchać. 
- Musimy jej powiedzieć. - Mama mówiła zapłakanym tonem. - Musi wiedzieć,  zresztą mama też.  I'm tired Jack.    
Już nawet nie używali polskich imion. 
- I know, ale musimy ją trochę udobruchać.   
Jak udobruchać? Co oni chcą mi powiedzieć? 
- Nie byliśmy przy niej. Nie widzieliśmy jak zaczyna czytać,  nie widzieliśmy jej pierwszego chłopaka, nie pomogliśmy jej ze złamanym sercem, nie byłam z nią na żadnych babskich zakupach, nie rozmawiałeś z nią o chłopakach. Nie byliśmy z nią kiedy dostała swoją pierwszą jedynkę i szóstkę. Opuściliśmy ją, bo...
- My sweet, spokojnie. Jestem z tobą. Wyjaśnimy wszytko Lence, jest mądrą dziewczynką. Zrozumie. - Tata pocieszał mamę,  nigdy ich takich nie widziałam. 
- A jeśli nie?  A jeśli nam nie wybaczy tego co zrobiliśmy? - A co oni zrobili?  Wiem. Zostawili dziecko... samo.
- Zrobiliśmy to dla niej, żeby miała bezproblemowe dzieciństwo.
- Ale czy to jest dobre to co zrobiliśmy? - Nie. Powiedziałam sobie w duchu.
- Musimy w to wierzyć. Musimy zaufać sobie, zaufać naszym wyborom i zaufać Lence.        I Adelii…
O czym oni rozmawiali?   
Kim była Adela?      
W tym samym momencie dostałam wiadomość „Będziemy za 5 minut, czekaj na nas.” Uznałam, że to koniec z podsłuchiwaniem.
- On tu przyjedzie. Znajdzie nas i ją. Wie, że Adela to nie Lena. - Matka zmieniła temat, albo kontynuowała ten.
- My będziemy przygotowani. Nie pozwolę mu zabrać Leny… - odparł tata chłodno.             
To były ostatnie słowa jakie usłyszałam…
Przeszłam, przez schody i poszłam do pokoju babci. Powiedziałam, że jadę nad jezioro z dziewczynami.  Zgodziła się.  Na wszytko się zgadzała, chyba że serio było to niebezpieczne.         
Byłam już przy drzwiach, gdy odezwał się chłodny głos mamy.
- A ty dokąd moja panno? - zapytała się mama, która nagle stała koło mnie. - Zapytałaś się czy możesz wyjść? 
Po jej płaczu i podkrążonymi oczami nie było śladu. Wróciła stara Królowa Śniegu.
- Tak.
- Kogo? - Zaczekała chwilę. - Jack?       
Tata pokręcił głową. 
- Babci. - Teraz czas na kolejny cios. - O ile wiem, to ona jest moją prawną opiekunką, bo wy mnie porzuciliście.           
Odwróciłam się i wyszłam.  Zza drzwi usłyszałam jeszcze ciche jęki mamy i taty.
- John... wytrzymam. 
- Nie... wróci.  … nie wie, że… wróciliśmy.      
Momentalnie robi mi się smutno. Cała się trzęsę, mam ochotę zawrócić i przeprosić rodziców.            
Ujrzałam podjeżdżający samochód. Był to Mustang. Rodzice dali go Bec na ostatnie urodziny. 
- Lena! Jedziemy! - Obie zawołały w tym samym momencie.
- Co? A tak.  

Podbiegłam do nich.Usiadłam z tyłu, otworzyłam okno. Jechałyśmy do Oazy. Było to jezioro, na które mają tylko wstęp bogacze. Byłyśmy z Beccą, więc mogłyśmy spokojnie wejść. Jej rodzina jest porządnie nadziana. Jej tata jest burmistrzem miasta… ma dostęp do wszystkiego.




Papa kochani!! <3